Polacy w zagranicznym kinie, cz. 1: Perspektywa na Polaków w ukraińskim kinie i na Ukraińców w kinie polskim

 Inaczej bym to napisała rok temu. Inaczej pół roku temu. A jeszcze inaczej miesiąc, dwa miesiące, czy trzy tygodnie temu. Moje myślenie ewoluuje i zmienia się dzień po dniu. Nie jest jednokierunkowe. I bardzo jestem z tego zadowolona, bo jednokierunkowe myślenie, zawsze jest zgubne. Taki styl myślenia opiera się właśnie na stereotypach - osobiście lubię je analizować i poświęcę temu nowy cykl na tym blogu, który, mam nadzieję, też się komuś spodoba - ale nie ma za bardzo podparcia w rzeczywistości. Mam nadzieję, że jest to pierwszy tekst na ten temat. A ponieważ Ukraińcy ostatnimi czasy są ''modni'' (mówiąc w żartobliwym sensie, bo żartów nam ostatnio brakuje), to taki temat dobrze się ''łyknie''🙂 Zapraszam! 


***** 

Oryginał z 22.06.22. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 1: Walka kozaków ze szlachtą.

XVII wiek. Pierwszy z trudnych rozdziałów w historii polsko-ukraińskiej i dwie po raz pierwszy przeciwstawne historie, obie rozprawiające się z motywem zdrady, rozumianej jednak również w przeciwny sposób. Kto jest tutaj negatywnym bohaterem? Ano, zaraz zobaczymy. 

"Ogniem i mieczem" (1999) i "Taras Bulba (Тарас Бульба)" (2009): 


O co tu chodzi. Nie o film, bo ten drugi, to czysta ruska propagandówka. O książki chodzi (zdjęcia z filmów dla ilustracji). Popularną tendencją we współczesnym kinie jest tworzenie, gdy temat jest niewygodny w jednym kraju a oparty na martyrologii w drugim, filmowej odpowiedzi ukazujące drugą ''perspektywę''. A XIX wieku, jak widać tak bywało z książkami. Choć autorzy się tego wypierali, Sienkiewicz miał napisać swoją historię o kozakach w odpowiedzi na powieść Gogola. Jak teraz mówi się w tych książkach o tym zakazanym uczuciu między Polką i Ukraińcem? Zacznę do tego, czego w filmie nie powiedziano jasno - tego, że Helena z "Ogniem i mieczem", była Ukrainką, nie Polką. Już na początku jej wprowadzenia do książki mówi się, że pochodziła z rodu Rurykowiczów, czyli kijowskiej dynastii z X wieku. W tamtym okresie terminu ''Ukraińcy'' nie używano w Polsce, w taki sposób, jak teraz, jako nazwy narodu, stosowano za to określenie ''Rusin'', od Kijowskiej Rusi właśnie. I właśnie ta zmiana nazewnictwa robi bałagan w procesie poznawczym i ogranicza niektórym spojrzenie na tę kwestię. Naród ukraiński nie jest inny od pozostałych narodów Europy i ma równie długą historię, tutaj istnieje kwestia tylko nazewnictwa i samoidentyfikacji. Nikt się nie wziął z kosmosu. Ale, do książek wracając. 


Helena jest piękna i eteryczna. Wrażliwa, uczuciowa, ale i odważna. Chyba każdy czuje do niej sympatię (mam nadzieję), chociaż to, jak w dawnych czasach szybko i trwale się zakochiwano jest dla nas, dzisiaj niepojęte. Jak można po jednym dniu wiedzieć, że z tą osobą chce się spędzić resztę życia? Nawet jej nie poznając? Dziwne. W każdym razie, Helena bez wahania wybiera Polaka i nie ma z tym żadnego problemu. Jedyny problem to to, że została przeznaczona innemu. Wątek nieszczęśliwej miłości nie jest zbyt mocno oparty na narodowości. 


Bohun to jedna z postaci najbardziej niesprawiedliwie ocenianych w polskiej literaturze. Jego postać urosła w tej chwili w oczach Polek do ideału Ukraińca z ''ogniem we krwi''. Dlaczego Helena się go boi? Tylko dlatego, że kiedyś, podczas walki przeciął człowieka na pół na jej oczach. Ale, z drugiej strony, czy w tamtym momencie mógł zrobić coś innego? W XVII wieku walczono na szable i, zasadniczo Skrzetuskiemu mogłoby się przytrafić to samo. Gwałtowny charakter Bohuna to stereotyp kozaka, zakorzeniony w XIX wiecznej polskiej mentalności (zdaje się, w rosyjskiej też) i opisuje raczej ogólne zjawisko a nie tylko jedną postać. Podobnie, jak jego bezwzględność, gdy gotowy jest zabić przybraną rodzinę, by odzyskać swoją ukochaną. Nie jest to dobry stereotyp, ale, postać jest na tyle wielowymiarowa, że współcześni czytelnicy śmiało mogą w niej zobaczyć naprawdę szczere intencje. To mężczyzna walczący z całym światem, tylko i wyłącznie o miłość. 


Naprawdę, niewielu było w kinie polskim, tak przystojnych mężczyzn, jak wyszedł w filmowej adaptacji Skrzetuski. Po prostu powala na kolana. Ale, ta jego powaga i opanowanie skontrastowane z ognistym charakterem Bohuna dla wielu kobiet wypadają dosyć blado. Jest stereotypem Polaka z tamtego okresu, dumnego i bezgranicznie odważnego, trzymającego nerwy na wodzy w przeciwieństwie do kozaka-awanturnika. Dwa przeciwległe bieguny charakteru. 


Warto wspomnieć, że w książce, do kozaków podchodzi się w bardzo zmitologizowany sposób, do bólu romantyczny i przesycony artyzmem, jednak nie poddaje się dogłębnej analizie przyczyn wybuchu powstania. Sienkiewicz milczy o prześladowaniach religijnych, daje jednak tło, pokazujące, że kozacy, co było w momencie publikacji powieści przeciwieństwem powszechnie przyjętej doktryny, stworzonej przez carat a mającej na celu zantagonizować Polaków i Ukraińców, wcale nie walczyli z polską władzą a z własną szlachtą. Wkłada też w usta Chmielnickiego słowa, które mogą świadczyć o tym, że uznaje on władzę króla a I RP traktuje, jak ojczyznę. Bunt w powieści ma, przynajmniej w teorii być odpowiedzią na biedę i traktowanie z góry. 


Motyw zdrady w powieści, to nie wątek Chmielnickiego a właśnie Bohun, do którego Polacy mają żołnierskie zaufanie, jednak on nieoczekiwanie po masakrze w domu kniahini przechodzi na stronę ukraińską. Faktycznie, polską stronę w powieści, formują tak prawdziwi Polacy, jak i Rusini, mogący poszczycić się tytułami możnych. Powstanie jest pokazane raczej jako bunt kozaków przeciw szlachcie, nie akcentując antagonizmów międzynarodowych. I to jest ukłon w stronę mentalności narodów I RP - których było tak wiele, że kwestia narodowa nie miała większego znaczenia - bardziej kwestie ekonomiczne i religijne. Taki, romantyczny stereotyp Ukraińca pozostał w naszej mentalności do dziś. 


Powieść "Taras Bulba" to jedna z tych brutalnych ofiar cenzury, która mit bohaterskich kozaków, kazała przeobrazić w legendę "wielkoruską", odwołującą się do negatywnej strony rosyjskiego nacjonalizmu, która nie uznaje już prawa do samostanowienia raz podbitych narodów. W zamyśle, miała pokazać cierpienia kozaków od strony konfliktu religijnego, który w zdominowanej przez rosyjską retorykę ówczesnej Ukrainie był kwestią dominującą. Dzisiaj, temat religijny nie ma już znaczenia a w obecnej sytuacji, jest wręcz dla Ukraińców problematyczny. Rosja uważa wszystkie państwa prawosławne za swoją własność kulturową. Taki ton ma też ta książka. 


Co jest bardzo interesujące, synowie Tarasa Bulby, studiowali. I tutaj upada stereotyp kozaka analfabety, pokazując, że mógł on mimo wszystko być wykształcony. Ta nauka też buduje postawę głównego bohatera, nie do końca gotowego na trudy życia w stepie, po spędzeniu tak długiego czasu w mieście i wśród ludzi. Dzikie tereny wokół siczy nie są dla niego, bo sam, już dawno temu zanurzył się w polskiej kulturze, jest też zakochany w Polce -  córce wojewody. 


Sama wojewodzianka to nie jest barwna postać, w książce nie podano nawet jej imienia, w filmie, w którym nazwano ją Elżbietą - ma znacznie większą rolę. Romans ten jest na tyle ważnym ogniwem, że skłania głównego bohatera do zdrady - przejścia na polską stronę, co przynosi mu tylko śmierć. To uczcie zostało w książce bardzo mocno potępione, że aż się dziwię - ale, rzeczywiście, była to w sporym stopniu zdrada swoich. Polacy w tej książce są negatywnymi postaciami, które kozaków tylko dręczą i nic więcej. Sam wojewoda także nie jest pozytywnym bohaterem - wręcz przeciwnie. 


Sam Taras Bulba w książce jest ideałem etosu kozackiego, ognistym, skłonnym do ryzyka i nieposkromionym wojownikiem, a kozacy to awanturnicy, gotowi zrobić właściwie wszystko w byle jakim celu. Ich obraz tutaj, jest nie tylko znacznie ostrzejszy, niż w naszej powieści, ale i bardziej dosadny. Czego oni tam nie wyprawiali, z brutalnymi mordami włącznie! Sam Taras Bulba, ma pomniki w Ukrainie, w pewnym sensie zasłużone, bo walczył o ukraińską sprawę, nie wiem jednak, czy społeczeństwo nabrało już świadomości, że była to walka klas społecznych a nie dwóch różnych narodów. 


Stanowczo odradzam oglądanie filmu, książkę jednak przeczytać warto. W naszym odczuciu, wszystko, co pokazuje nas w złym świetle jest od razu antypolskie. Można tak myśleć, ale, idąc tą drogą, każdy film o II Wojnie Światowej powinien być od razu antyniemiecki. A w tej książce i sami Ukraińcy robili rzecz straszne i byli w sumie w pewnej mierze sami sobie winni tego, co się potem stało. Z tym, że Polacy też robili niezbyt dobre rzeczy i tak, jak ze zdobycia Moskwy w 1612 i narobienia tam kipiszu, możemy dziś być dumni z racji późniejszych okoliczności historycznych tak, z tego, jak podeszliśmy do Ukraińców tak w I jak i w II RP - no, niestety, już nie. Ale, ten obraz i tak cały czas ewoluuje. I się zmienia. 

Dodane po edycji, 22.12.25. 


W ukraińskim serialu "Гетьман" z 2015 roku, także mamy wątek nieszczęśliwej miłości polsko-ukraińskiej, tym razem jednak wręcz na szczeblach władzy. Jest to opowieść o miłości hetmana Chmielnickiego do polskiej szlachcianki Heleny, której z początku miał być zaledwie opiekunem, czego życzyła sobie jego zmarła żona. Z czasem jednak zakochał się z wzajemnością w dużo młodszej od siebie dziewczynie a jej porwanie przez jego sąsiada stało się dosłownie iskrą zapalną, jaka sprowokowała powstanie kozackie, które oderwało Ukrainę od Polski i wrzuciło na kolejne 300 lat w rosyjską strefę wpływów. 


Co ciekawe, nie znamy pochodzenia prawdziwej Heleny, która, notabene jest postacią historyczną a jej pochodzenie z polskiej szlachty jest tylko jedną z teorii. I tutaj kłania nam się omówiony już poniżej motyw, w którym to Polak zawsze jest w ukraińskim kinie historycznym szlachcicem. Filmowa Helena to dziewczyna silna, pewna siebie i swoich przewag, która idealnie balansuje między synem Chmielnickiego, któremu się podoba a jego córką, jaka jest jej wręcz bardzo niechętna. A w finale zdobywa serce pana domu i podpala swoją część Europy na wiele stuleci. 


 Postać ta jest zdecydowanie lepsza i ma więcej osobowości, niż bezimienna wojewodzianka z powieści "Tarasa Bulby", która służyła w zasadzie jedynie za motyw do zdrady dla głównego bohatera. Helena niczego nie podała Chmielnickiemu na tacy, choć czuło się między nimi chemię a jej zdolność do odnalezienia się w, notabene, trudnej sytuacji zapewniła jej pozycję, jakiej zmarła żona hetmana raczej nie oczekiwała, że uzyska. To dobra postać o twardym charakterze kobiety wyższych sfer tamtych czasów, jaka nie obawiała się dworskich intryg. 


W nieco starszym filmie o Chmielnickim: "Богдан-Зиновій Хмельницький" z 2006 roku, Helena nosi imię Motrona i nie jest już tragiczną postacią, jaka brutalnie kończy, ale kobietą wyrachowaną, która zdradza swego męża, jednocześnie zapewniając go o swojej uczciwości. Ten film przenosi nas do najtragiczniejszych chwil z okresu powstania Chmielnickiego - oblężenia Zbaraża i zdrady chana tatarskiego, co nieomal wpędziło głównego bohatera w sytuację bez wyjścia. Jednocześnie przestaje on ufać swojej żonie i opłakuje śmierć swojego syna, co tylko dopełnia ponury obraz sytuacji. 


Oczywiście to książę Wiśniowiecki jest tu czarnym charakterem, co jest w sumie oczywiste - wszak to on był głównym przeciwnikiem Chmielnickiego. Jest to jednak swoista ironia z racji tego, że, de facto nie był on Polakiem a synem potomka Rurykowiczów i mołdawskiej księżniczki. Na szczęście, twórcy nie zignorowali jego pochodzenia i jest ono zdecydowanie podkreślone w jednej ze scen, co tylko potęguje wymowę jego postaci, jako zdrajcy własnej wiary i krwi. Czy mamy tu rozterki moralne? Raczej bezgraniczną wiarę w słuszność własnych przekonań. I to też jest dobry sposób ukazywania czarnych charakterów - nie każdy wszak na swą drogę schodzi z oportunizmu, są też tacy, którzy szczerze wierzą w to, co głoszą. 


Na temat przedstawień żony Chmielnickiego w filmach mógłby powstać cały artykuł, gdyż ewoluuje ona od obcej agentki poprzez zdradzającą żonę aż do postaci tragicznej, jaka znalazła się w kleszczach. Przyznam, że podczas tego researchu zainteresował mnie jej motyw. Czy w tym filmie też jest polską szlachcianką? Przyznam się, że nie wiem. I albo nie uważałam na tym filmie, albo po prostu nie jest. Co też w sumie byłoby ciekawe. 


W najstarszym filmie o Chmielnickim, zatytułowanym "Богдан Хмельницький" nakręconym w 1941 roku, nie mamy już tak wielu scen z Polakami. Chwilami pojawiają się tam hetman Potocki z synem, ale są oni takimi "schematycznymi" czarnymi charakterami bez głębi, jacy pojawiają się tylko, kiedy trzeba dokonać aktu przemocy. Coś, jak Niemcy w wielu naszych filmach wojennych. Nie oznacza to jednak, że nie będzie o czym pisać w kontekście tego filmu. Oj, będzie... 


W tym filmie, Helena znów jest Polką. I tym razem, dobrze jej u wroga Chmielnickiego, jest nieprzystępną, dumną kobietą z wyższych sfer. Zostaje jednak wykorzystana, jak to zwykle bywało z kobietami w świecie, gdzie nie miały prawa głosu, do spisku na życie swego męża. Helena nie chce w nim uczestniczyć, boi się o siebie (i słusznie), jednakże, co jest do przewidzenia, zostaje do tego zmuszona. Od tej pory, przerażona i załamana musi poruszać się między ludźmi, podejrzewającymi ją o zdradę, jednocześnie usiłując spełnić swoje zadanie i otruć męża. Oczywiście, nie kończy się to dobrze. 


Co już widać, każde przedstawienie Heleny w kinie jest inne i dodaje jej inny charakter i zamiary. Czy była ona tutaj czarnym charakterem? Może, pewnie miała być. Ja jednak widziałam tu także kobietę w kleszczach, która nie miała wyboru, jak się nim stać. Jej duma i władczość zapewne umieszczać ja miały na pozycji czarnego charakteru, zwłaszcza dla Ukraińców, czyli narodu, jaki w wyniku polonizacji stracił całą swoją szlachtę i ten stan kojarzył się mu jedynie z obcą władzą. Ironia, prawda? Co ciekawe, ta klisza od początku istnienia ukraińskiego kina nie ewoluowała. Można ją więc nazwać tak głęboko zakorzenioną w ich zbiorowej świadomości, że być może nigdy jej nie opuści. 


Film "Довбуш" z 2023 roku, przenosi nas o 100 lat później, do XVIII wieku, co jednak nie zmienia sytuacji a konflikt prostych Ukraińców ze szlachtą trwa nadal - kozaków jednak zastąpili tu zbóje i jest to jeden z trzech filmów dedykowanych biografii karpackiego "Janosika" - Oleksy Dowbusza. W tej wersji zostaje on siłą wzięty (czy raczej porwany) do armii wprost ze swego wesela. Na miejscu, po dokonaniu bohaterskiego czynu zostaje zdradzony i wtrącony do więzienia przez swego dowódcę, pułkownika Przełuskiego, który chce wszystkich pozycji i tytułów dla siebie. Gdy Dowbusz opuszcza więzienie, staje się zbójnikiem, którzy przeciwstawia się jego hegemonii - i wygrywa. 


W tym filmie również mamy kobietę wkręconą w zdradę ze wszystkimi tego konsekwencjami. Księżna Teofila Jabłonowska, była jednak - de facto - wyjątkowo naiwna i podatna na manipulacje. Przełuski uwiódł ją i przekonał, że jeśli sprzeda swoje ziemie Rosji za wielkie pieniądze, nie tylko pozbędzie się problemu w postaci zbójów, ale też będzie mieć punkt wyjścia, by kiedyś sięgnąć po polską koronę. Nie rozumiem, dlaczego księżna go posłuchała - czy wynikało to z miłości, czy też z jej ambicji. Dość, że w ostatecznym rozrachunku została z niczym a Przełuski... cóż, źle skończył. 


Ten film wywołał swego czasu niemałą aferę w obu krajach, jest on jednak tylko jednym z wielu wpisujących się w ten trend. I tutaj rozterki moralne można śmiało przypisać księżnej a prawdziwym wrogiem był tak naprawdę pułkownik, który zdradził nie tylko Oleksę, ale też i księżnę, która mu ufała a romans z nią od początku miał być dla niego jedynie częścią drogi do celu, jaką była jeszcze większa władza. Pogłębione czarne charaktery? Niekoniecznie, ale... znowu, mam odczucie, że księżna była bardziej ofiarą sytuacji, niż realnym, czarnym charakterem. A jak było w innych filmach o Dowbuszu?

Dodane po edycji, 25.01.26. 


W filmie "Легенда Карпат" z 2018 roku znowu mamy do czynienia z "generycznymi" czarnymi charakterami w formacie zbiorowym. Przełuski to tutaj po prostu wojskowy, jakiemu zlecone zostało rozprawienie się ze zbirami a cały konflikt opierał się na złym traktowaniu chłopów przez szlachtę. Zastanawiam się, czy Ukraińcy mają w ogóle świadomość, że tak było w całej Polsce a ich narodowość nie miała tutaj większego znaczenia. Film jest biografią Dowbusza od narodzin do śmierci a Polacy pojawiają się tutaj tylko w nielicznych scenach, by dokonać aktu przemocy, radzić co dalej zrobić ze zbójami oraz walczyć z nimi w bitwie. 


Księżna Jabłonowska pojawia się tutaj tylko raz a jej nazwisko skrócono do "Jabłońska". Była potrzebna, by obiecać pomoc w walce ze zbójami i - ostatecznie choć w bitwie to oni wygrali - Dowbusz w tej wersji poległ. Co też kłóci się z realną historią, bo on nie zginął w bitwie. Ale to już nie ma tutaj znaczenia. Nie wiem skąd ten dramatyzm w historiach o karpackich zbójnikach - już w filmach o powstaniu Chmielnickiego jest ich mniej. Tutaj mamy język przepełniony cierpieniem niewoli i teraz tak sobie myślę - czy władza szlachty rzeczywiście była tak trudna dla zwyczajnych ludzi? W ich zbiorowej pamięci to wszystko ma inny koloryt, bo oni swoją szlachtę stracili, więc nie mają do niej odwołania - a u nas wszak, kultura w najbardziej znanej formie została stworzona właśnie przez ten stan społeczny.


Zdziwiło mnie, że pomimo tak mocnego ukazania antagonizmów narodowych, postacie Polaków nie mają tutaj w zasadzie żadnej osobowości i nie ma nawet jednej, jaka by ten trend przełamywała. W najnowszej opowieści o Dowbuszu jest wszak odwrotnie i Polacy urastają na niemal jednych z głównych bohaterów. Zastanawia mnie tego przyczyna, ale już się chyba nie dowiem. Nie rozumiem też, dlaczego biografia głównego bohatera została przedstawiona inaczej - czy tak mało o nim wiadomo? Szkoda, że tych negatywnych postaci bardziej nie rozwinięto, bo ich motywacje mogłyby bardzo ubarwić ten film. 


Z kolei w filmie "Олекса Довбуш" z 1959 roku, dostajemy dość barwny poczet polskich bohaterów a zbójnicy tak po prostu mogą wejść sobie do dworu i zacząć tam bijatykę. W skrócie - szlachta karze wieś za współpracę z rozbójnikami, którzy w konsekwencji zaczynają działać jeszcze ostrzej. Miejscowy szlachcic o nazwisku Jabłoński (tak, słuszne skojarzenie!) postanawia odebrać miejscowym chłopom zwierzęta, by zebrać środki na walkę z grupą Dowbusza. Ten wdziera się do jego dworu i grozi mu śmiercią, jeśli ten ich nie odda. Jabłoński oddaje zwierzęta i podpisuje papier uwłaszczający miejscową ludność a potem pali ich wioskę. W odpowiedzi ludzie Dowbusza zabijają go, ale oszczędzają jego ciężarną żonę - tak, to księżna Jabłońska w tym filmie - która udaje się po pomoc do brata, który tutaj nazywa się Przeremski. Ukochana Dowbusza zostaje porwana a w odpowiedzi zbójnicy porywają księżnę, która ucieka z niewoli a człowiek, który ją znajduje wymusza na mężu Mariczki zabicie Dowbusza - tak mniej-więcej wygląda konflikt w tym filmie. 


Ciekawą postacią jest tu Józek - Polak, jaki przystaje do zbójników, bo szlachcic zabił mu ukochaną. Ciekawe jest, że starsi twórcy rozumieli dysonans, o jakim pisałam wcześniej a współcześni - ignorują go, jakby nie byli świadomi, że w Polsce też byli chłopi. Józek jest szlachetny i wywiązuje się ze swojego zadania do końca - w sumie bohaterskiej śmierci, która nie powinna była mieć miejsca. Podoba mi się ta postać, bo dostaliśmy tutaj mocne przełamanie kliszy Polaka-ciemiężyciela a ten tytuł trafił do tej grupy społecznej, jaka faktycznie sobie na to zasłużyła. Może nie w kontekście tępienia zbójców, ale sami rozumiecie... 


Dostajemy więc czarne charaktery z twarzą a nie "dyżurnych" antagonistów, którzy wchodzą i robią swoje, by po chwili zniknąć. Jabłoński, de facto, zginął też po części dlatego, że podczas zabawy w strzelanie do celu na uczcie, zastrzelił chłopca, niby przypadkiem, ale widz wie, że świadomie. Mamy tu więc antagonistów z jakimś wewnętrznym światem, ale z nie w pełni wyjaśnionymi motywami - bo w najnowszej wersji, Przełuski robił to dla kariery i tytułów, księżna dla miłości i korony. A tutaj? Sama nie wiem... chyba tylko po to, by to robić. Brak wiarygodnej motywacji czarnych charakterów jest częstym błędem twórców i kiedyś i dzisiaj. Gdyby tu był, nie mogłabym już na nic narzekać.

******

Dodane po edycji, 17.05.23. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 2: Polak to hrabia, Ukrainiec jest ze wsi.

Różnice stanowe pokazują też inne tak polskie jak i ukraińskie produkcje i, całkiem dobrze jest to odwzorowane w serialach, których akcja, choć osadzona jest w różnych epokach opisuje ten sam wątek - miłości Polaka i Ukrainki. Z tym, że, choć nie do końca przerysowuje, do bólu trzyma się stereotypu. 

"Dom pod dwoma orłami" (2023 rok) i "Kawa z kardamonem (Кава з кардамоном)" (2021: 1 sezon, 2025: 2 sezon): 


Różni się nawet atmosfera, w jakiej przestawione są obie relacje - w polskiej wersji, pod strzechą chaty, w ukraińskiej - na salonach dworku czy raczej pałacu. Ale, zamysł jest podobny - czy różnice stanowe i narodowościowe są przeszkodą nie do pokonania? Analizę utrudnia fakt, że w ukraińskim serialu jest to wątek główny i, to wokół niego kręci się cała akcja w polskim - jeden z wielu i nie traktowany priorytetowo. 


Polska historia opowiada o losach Zofii, ziemianki, której życie zniszczyła wojna - zabierając jej przy tym wszystkich bliskich. W latach 20 adoptowała ona i wychowała wraz ze swoim synem nieślubne dziecko swej niedoszłej ukraińskiej mamki, gdy tamta została zamordowana przez swego byłego kochanka. I tutaj, przenosimy się do ostatniego lata przed wojną i miłości syna Zofii, Zbyszka do Ukrainki Aksinii, pod koniec lat 30. Aksinia w rozmowie z nim porusza typowy temat, braku zaufania panien ze wsi do młodych paniczów, którzy, traktując je, jak gorszy sort, nierzadko bawili się ich uczuciami. Tym razem jednak, chłopak z dworku jest szczerze zakochany w swojej wybrance i stawia na szali wszystko, by z nią być. W Aksinii zakochany jest jednak jego adopcyjny brat, Wasylko, nieślubny syn Ukrainki, który, choć wychowany we dworze zindoktrynowany został przez sowieckich agitatorów krążących nielegalnie po okolicy. Jemu też podoba się Aksinia. W tle tymczasem narasta nienawiść obu narodów do siebie, która ma wreszcie, zakończyć się tragedią. 


Potrafię postawić się w sytuacji pary, którą dzielą różnice stanowe, czarnym charakterem w pewnym momencie staje się postać Wasylka, który ucieka się do bardzo agresywnych i niehonorowych posunięć, by odciągnąć zakochanych od siebie i na chwilę przestaje traktować Zbyszka jak brata. Zmienia się to w pewnym momencie i w sumie chłopak zawdzięcza Wasylkowi życie. Dworek nie jest też otoczony przesadnym przepychem i wygląda tylko trochę lepiej, niż przecięty dom jednorodzinny w dzisiejszych czasach. Widzimy więc historię, w dużej mierze opartą na konflikcie narodowości, gdzie nie zawsze łatwo jest znaleźć uzasadnienie czynów wszystkich bohaterów, co powoduje stereotypowy obraz pozbawiony czasami głębszej analizy. 


Chciałabym, żeby kiedyś przedstawiono w polskim filmie historycznym jakąś rodzinę ukraińską wywodzącą się z inteligencji, gdyż takie również były obecne w przestrzeni tamtej epoki. Liczba tych rodzin nie jest wszak istotna - szlachta w XVII wieku stanowiła zaledwie 10% naszego społeczeństwa a to o niej wyłącznie tworzymy produkcje z akcją osadzoną w tamtych czasach. A, takie postępowanie fajnie złamałoby stereotyp. Chociaż wpierw powinniśmy zażądać od Niemców tego samego wobec naszego kraju. Mam nadzieję, że kiedyś stereotypy będą istniały tylko w komediach, jako element humorystyczny.


Zbyszek jest czuły, silny i odważny. Aksinia boi się być z nim jednak nie poddaje się i stawia na szali wszystko, by walczyć o własne szczęście. Koniec nie jest niestety szczęśliwy, z tym, że takie tragiczne zakończenie napisali nie sam młodzi a wojna. To historia dwojga ludzi, którzy znaleźli siebie wbrew wszystkiemu i wbrew wszystkiemu usiłowali ochronić swoją miłość z góry skazaną na dramat w nieprzyjaznej epoce. Mogę się śmiało przyczepić do ukazania postaci Ukraińców, jako nieokrzesanych dzikusów, nie dlatego, że taki Ukrainiec nie mógł istnieć ale dlatego, że w pewnym sensie sprzężono tę cechę z ich narodowością, podczas gdy postacie Niemców w tym serialu były ukazane wielowymiarowo. Choć o tyle dobrze, że główni bohaterowie się z tego wyłamują. Ich miłość jest piękna. Romeo i Julia z Lwowszczyzny. 


Historia ukraińska opowiada o Annie - córce popa, która została osierocona w dzieciństwie i mieszka z krewnymi. Akcja rozgrywa się pod koniec lat 40 XIX wieku pośród ukraińskiego mieszczaństwa. To tutaj, Anna poznaje ciężar miłości, która nie jest możliwa do spełnienia, gdy zakochuje się w dużo starszym od siebie polskim szlachcicu - Adamie. Na domiar złego, Adam, już raz wdowiec, jest obecnie żonaty. Problemem tutaj nie jest konflikt narodowościowy a stanowy. 


Przeciwko miłości Anny i Adama staje tak wiele osób - zarówno z jego otoczenia jak i z jej środowiska - że opowiadać o tym byłoby trudno bez streszczania całego serialu. I, gdy wydaje się, że historia zakończy się happy endem - dzieje się coś najbardziej nieoczekiwanego. Polscy szlachcice żyją w pałacu a nie w dworku, widzimy tutaj postacie zadufanych w sobie dam i osądzającego towarzystwa, choćby siostra Adama, Teresa - twarda, acz dotrzymująca ówczesnego poczucia moralności dama w krynolinie. Ukraiński dom Anny jest ładny i duży - mniej-więcej zbliżony wielkością do przeciętnego domu jednorodzinnego w mojej okolicy. Ciekawym zabiegiem jest też sytuacja jej brata - ukraińskiego patrioty, który chce zostać księdzem. 


Chciałabym, żeby kiedyś przedstawiono w ukraińskim filmie historycznym jakąś polską rodzinę, która nie jest ze szlachty. To bardzo powszechny problem, gdyż zwiększa alienację widzów wobec naszego narodu i plasuje go ''o stopień wyżej'', co może wzbudzać niesłuszną zazdrość. Zwłaszcza, jeśli popatrzy się na ukraińskie i polskie miasta, które w części zabytkowej absolutnie nie prezentują sobą większego bądź mniejszego przepychu. Jest to lustrzane odbicie stereotypu Ukraińca-chłopa i, wbrew pozorom niemniej krzywdzące, gdyż, plasowanie kogoś na pozycji uprzywilejowanej, w głowie osoby współczesnej, budzi podświadomy bunt przed podporządkowaniem się. A to nie jest zbyt pozytywna sytuacja. 


Adam może być bardzo fascynującą postacią dojrzałego, tajemniczego mężczyzny, gdy Anna jest wrażliwa i uczuciowa, jednak wybitnie odważna. Bo, gdy stawia się na szali wszystko, co się ma i, co można byłoby mieć idąc przed siebie niepewną drogą, bez odwagi nie da się przetrwać. Ta historia trochę przypominała mi "Trędowatą" i okrucieństwo środowiska, które doprowadziło do jeszcze większej tragedii, tym razem jednak, temu stereotypowi nie ulegli ukraińscy bohaterowie a wyłącznie Polacy. I, to już nie jest takie jednoznaczne. Proszę, umieśćcie chociaż raz jakiegoś polskiego chłopa, czy choćby mieszczanina w swoimi filmie, drodzy Ukraińcy! To my, umieścimy Ukraińca-profesora🙄

Dodane po edycji, 20.12.25. 


Film "Вiддана" z 2020 roku powtarza kliszę Polaka - osoby zamożnej umiejscawiając fabułę w domu doktora Angera i jego córki Adeli - polsko-niemieckiej rodziny z XIX-wiecznego Stanisławowa. Dawno temu, doktor Anger uratował Adelę oraz córkę swoich służących, Ukrainkę Stefanię, z pożaru, gdzie rodzice Stefanii i matka Adeli ponieśli śmierć. Dziewczęta wychowywały się razem i, choć w teorii od zawsze były tylko służącą i jej panią, nie łączyła ich wyłącznie taka relacja - a w pewnym momencie same straciły rozeznanie czy nie są bardziej siostrami i powierniczkami, niż służką i jej pracodawczynią. 


 Ten film nakręcony jest w eteryczny i artystyczny sposób a niektóre ujęcia wręcz mogą sugerować jakby Adela i Stefania nie były siostrami a kochankami, co jednak nie jest w żaden sposób fabularnie uzasadnione. Sprawy komplikują się, gdy Adela wychodzi za mąż a doktor Anger ginie w powodzi. Ale to na pewnej kryminalnej sprawie skupia się ten film, co nadaje mu nie tylko poetyckiego, ale i mrocznego charakteru, jaki sprawia, że jest to jeden z lepszy filmów, jakie można znaleźć w ukraińskim kinie. Chcę, byśmy znów kręcili takie w Polsce! Bo w ostatnich latach 90% filmów historycznych to u nas II Wojna Światowa a jeśli coś jest wcześniej, to albo też martyrologia albo... kończy się za szybko. Niestety!


Klimat tego filmu jest nieziemski (dosłownie, znaczy, jak z innego wymiaru) i wpisuje się w modny ostatnio gatunek kryminału wiktoriańskiego. Powstał on na podstawie powieści "Felix Austria", jaka została u nas wypuszczona i niedługo będę zapewne ją czytać. Nie obyło się w nim bez pewnej seksualizacji kobiecego ciała, która jednak nie tyle wpisywała się w kontekst męskich problemów z kobietami, ile szła w stronę podkreślenia poetyckości i nierealności obrazów i jako taka wyszła bardzo pięknie. I oczywiście relacja typu - służąca Ukrainka, ale to Polka jest jej pracodawczynią wybrzmiewa tu bardzo dotkliwie, ta dziwna relacja nadaje jej jednak kolorytu. Więc tak... polecam samemu zobaczyć. 

Dodane po edycji, 22.02.26. 


W polskim serialu "Crimen" z 1990 roku, opartym na powieści, gdzie główna linia fabularna to historia szlachcica, jaki wraca do domu po 11 latach w rosyjskiej niewoli i odkrywa, że jego ojciec został zamordowany - pojawia się postać Nastki i jej męża Wasyla. Jej narodowość nie jest ani razu wspomniana w serialu, choć osadzenie akcji na dawnych Kresach, imiona tych postaci oraz ich prawosławne wyznanie są dość dobrymi wskazówkami, pozwalającymi sądzić, że są oni Ukraińcami. Znamienne jest to, że są to jedyne, bardziej znaczące postacie wywodzące się z ludności wiejskiej. Pozostali bohaterowie to zwyczajna szlachta, rozbójnicy, przedstawiciele sekty arian a nawet jeden magnat z córką.


Nastka nie narzeka na swój los, jest radosna i pewna siebie - a wplątała się w niezły miłosny wielokąt. Jej mąż Wasyl, jest niepełnosprawny intelektualnie a ona myśląc, że mężczyzna niczego nie rozumie wdaje się w romanse ze szlachcicami - wpierw z zamordowanym ojcem bohatera a potem z późniejszym właścicielem wsi, skazanym potem na banicję, którego z narażeniem życia ukrywa, niestety zabity zostaje on przez jej męża, który okazuje się jednak rozumieć co robi jego żona.


Główny bohater przez moment podejrzewa, że ojciec zginął właśnie przez Nastkę, ponieważ obaj panowie wiedzieli o sobie, nie okazuje się to jednak prawdą. Oglądając serial, ciężko nie rozumieć Nastki - młodej i atrakcyjnej kobiety, która chciała zaznać miłości z dojrzałym psychicznie mężczyzną. Bo wszak Wasyl na pewno nie był dla niej oparciem a wciąż pozostawał mentalnie dzieckiem. Była tam scena, gdzie miał zostać powieszony z rozkazu innego magnata i zorientował się, co się dzieje dopiero, kiedy wiązano mu ręce. Główny bohater go wtedy uratował. A mi wydaje się, że Nastka szczerze kochała swego szlacheckiego kochanka - gdyby nie to, zapewne nie ukrywałaby go, kiedy był ścigany. To całkiem ciekawa postać, rzucająca inne światło na życie wiejskich kobiet. Nie mogę stwierdzić, czy tak to naprawdę wyglądało, ale stereotyp dwóch różnych stanów społecznych najwidoczniej istniał już w latach 90.

******

Dodane po edycji, 20.01.26. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 3: Towarzysze niedoli (Szewczenka). 

Na tę klisze natrafiłam dopiero po 3.5 roku, od kiedy zaczęłam pisać to zestawienie, gdyż nie jest to klisza od początku oczywista. Zasadniczo, w niemal każdym filmie o Szewczence pojawia się też jakiś Polak, z którym wielki poeta się zaprzyjaźnia a dzieli on jego los. Oczywiście, nie tylko jego postać związana jest z tym motywem, ale to przy nim widać go najlepiej. 


W filmie "Тарас. Повернення" z 2019 roku pojawia się postać Macieja, jakiego nasz wielki poeta spotyka, gdy ten poluje na królika między skałami. Jest wesoły i zabawny i zdaje się nie przejmować sytuacją wokół. A wokół dzieje się bardzo źle - ponieważ obaj znajdują się na zesłaniu. Z ich rozmowy wynika, że chłopcy znają się i przyjaźnią od dawna a Maciej wspiera poetę w żartobliwy sposób, usiłując mu pomóc nie wpakować się w kolejne kłopoty. 


Jest tam taki moment, gdzie obaj stają się świadkiem morderstwa młodego żołnierza - jakich wiele ma miejsce i w filmie i w forcie, gdzie przebywają ponieważ zesłanie to jest przymusową służbą wojskową, podczas której poborowi nie mają żadnych praw. Maciej powstrzymuje wtedy poetę przed interwencją, jaka, gdy mordowano innego żołnierza zapewniła mu pobyt w karcerze na początku filmu. Pozostawia go potem samego - i nie jestem pewna, czy rzeczywiście musiał już iść, czy też było to, jego zdaniem terapeutyczne, by Taras sam to przetrawił. 


W tym filmie panuje duszna, wstrząsająca atmosfera - czuć, że bohaterowie, choć w sumie mogą chodzić gdzie chcą, nie są wolni a dowódcy mogą zrobić z nimi, co chcą, Jest tam też wątek oficera, jaki też jest Ukraińcem i jego żony Agaty, jakiej podoba się Taras i usiłuje mu pomóc. Pomimo całego koszmaru, jaki widzimy dookoła, wiemy (choć do końca pewni nie jesteśmy, czy do tego dojdzie), że są to ostatnie tygodnie poety na zesłaniu i niedługo opuści on to straszne miejsce, gdzie niby świeci słońce, ale... jest ciemno, jak w centrum burzy. Polak w tym filmie to ukłon w stronę faktów historycznych i tego, że Szewczenko przyjaźnił się z Polakami na zesłaniu. Napisał nawet na ich cześć wiersz, gdzie ubolewał, że konflikty religijne zniszczyły polsko-ukraińskie braterstwo... ale to już nie temat na ten artykuł. 

Dodane po edycji, 25.01.26. 


W filmie "Сон" z 1964 roku, polskie towarzystwo u boku Szewczenka reprezentuje Jadwiga, jego ukochana, notabene postać historyczna. By streścić pokrótce sytuację, Szewczenko, który urodził się w rodzinie pańszczyźnianych chłopów - jakich status w carskiej Rosji był praktycznie analogiczny do statusu niewolników w USA - w czasie akcji filmu nadal nie jest wolnym człowiekiem. Jednakże, jego właściciel dostrzega w nim talent malarski i pozwala mu uczęszczać na zajęcia rysunku. W filmie, poznają się z Jadwigą podczas zabawnej scenki przekomarzania, gdy on bierze ją za pannę z bogatego domu a ona jego za służącego. Ostatecznie wychodzi na jaw, że Jadwiga jest praczką a Szewczenko - artystą. A moment, gdy rysuje ją na zajęciach zmienia ich relację.


Szewczenko wraz z Jadwigą otoczeni są w tym filmie niesłychaną wręcz przemocą ze strony carskich włodarzy a poeta, widząc całą tę przemoc traci wiarę. Jadwiga jest tu dla niego oparciem, ale ją też przerażają rozgrywające się dookoła sceny. A, ponieważ jesteśmy w Wilnie, w roku 1830, powstanie listopadowe zbliża się wielkimi krokami a widząc, co się święci, pan Szewczenka postanawia wyjechać, zabierając go oczywiście ze sobą. Jadwiga długo stoi i patrzy za odjeżdżającym ukochanym w padającym śniegu, ale niestety, żadne z nich nie może nic zrobić. Szewczenko z początku chce uciekać i walczyć, ale nie zdąża nawet tego zaplanować. 


Żałuję, że postać Jadwigi zniknęła tak szybko - bo już w 38 minucie filmu - ponieważ pokazanie tego epizodu z życia ukraińskiego Mickiewicza, było całkiem ciekawym zabiegiem. Przyznam, że tak, jak o polskiej żonie Chmielnickiego tak i o tej relacji nie miałam zielonego pojęcia. Wydaje mi się, że warto znać takie ciekawostki, bo rzucają one inne światło na relacje między narodami - nie tylko omawianymi teraz, ale w ogóle narodami. Wydaje mi się, że i nad tym mogę pochylić się pisząc na tej stronie. Szkoda było mi tej relacji. Mogła urosnąć na coś wspaniałego. 


Z kolei w filmie "Тарас Шевченко" z 1951 roku, Polakiem jest niejaki Zygmunt Sierakowski - którego poeta poznaje na zesłaniu do armii, tak jak w najnowszej tu opisanej produkcji o Szewczence. I - co ciekawe - jest on dla niego tak wspaniałym przyjacielem, że lepszego nikt by nie znalazł. W filmie to on dosłownie porusza niebo i ziemię, by uwolnić poetę z zesłania. Poznają się w kryzysowej sytuacji dla Szewczenki, kiedy powoli zaczyna już tracić nadzieję na wolność i wiarę w sprawiedliwość. Razem są świadkami zakatowania jego pierwszego przyjaciela z armii a potem spotykają się przy drzewie, jakie Szewczenko posadził na jego grobie i tam też się żegnają, gdy Sierakowski wyrusza na swoją misję. 


Ten film jest dość dramatyczny, teatralny i pełen płomiennych przemów - gdy uświadomimy sobie, że takie właśnie było kino do lat 60, możemy poczuć się nieco dziwnie. Tutaj, wina za całe zło spada na, po części właściwą osobę - bo na cara, ale w mniejszym stopniu na współwinnych, czyli na wykonawców. Nie uniknięto też błędu historycznego - gdy w sprawie uwolnienia Szewczenka interweniuje Lew Tołstoj - jaki w prawdziwym życiu nie mógłby tego zrobić, ponieważ był dopiero u progu swej kariery literackiej i nadal niewiele znaczył. 


Sierakowski nie ma tu za wielu znamion Polaka poza tym, że kilka razy potwierdzona jest jego narodowość, ale jako reprezentacja jest to jedna z najbardziej pozytywnych postaci na tej liście - choć na ekranie nie dostał wiele czasu, ponieważ pojawia się dopiero po godzinie trwania filmu - jego postawa jest niezwykle szlachetna. To niezłomny i niezmordowany druh, który współprzeżywa rozpacz, kiedy ginie ich wspólny przyjaciel i radość po śmierci cara. Gdyby tylko był bardziej "polski" byłoby już idealnie. A tak... w sumie można nawet jego narodowości nie zauważyć.

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 4: Kresowi sąsiedzi i bohaterowie.


"Samych swoich" przedstawiać nikomu nie muszę - nie tylko ja wszak absolutnie kocham ten film i mogłabym go oglądać codziennie a i tak by mi się nie znudził. W nowej, współczesnej wersji tego filmu, prequelu "Sami swoi. Początek" z 2024 roku, który, mimo obaw okazał się całkiem niezłym filmem (pomijając to, że młodsze pokolenia zatraciły już całkowicie umiejętność naśladowania kresowego dialektu i akurat ten element wyszedł lekko komicznie), wprowadza nas w okres od początku XX wieku do momentu wypędzenia bohaterów z ich małej ojczyzny i kończy w chwili, w której zaczyna się pierwsza część oryginalnej trylogii. Widzimy więc barwne, przedwojenne życie w Krużewnikach a, że Krużewniki na Podolu były, to mamy i Ukraińców. W tej wersji Aniela Kargulowa przekształca się w Nechajkę Słobodzian - pierwszą miłość Pawlaka. Nechajka to oczywiście nie jest imię, ale przezwisko nadane jej w szkole przez rówieśników, pochodzące od słów "nechaj bude", jakimi uczynna dziewczyna miała kwitować prośby innych dzieci o pomoc czy wyręczenie ich w różnych sprawach. 




******

Oryginał z 22.06.22. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 5: Drugowojenna nienawiść bez zwycięzców.

XX wiek to chyba najbardziej kontrowersyjna część historii wielu narodów, czas, kiedy nikt nie był święty a z człowieka najłatwiej wychodziła bestia, ubrana w piórka nowoczesnej cywilizacji. Świat do tej pory nie przepracował tamtych wydarzeń. I tak, jak powstania kozackie zatarły się w świadomości społecznej i są już bardziej otoczone atmosferą legendy, tak te wydarzenia, nadal są żywe w rodzinnej pamięci setek ludzi obu narodowości. 

"Wołyń" (2016 rok) i "Stulecie Jakowa (Столiття Якова)" (2016 rok): 


Polski film jest oparty na zbiorze opowiadań Stanisława Srokowskiego ''Nienawiść'', które nie mają za bardzo fabuły, ukraiński - na konkretnej powieści o tym samym tytule, pozytywnie zresztą ocenianej na naszych portalach. Jeden ma perspektywę bardzo ograniczoną czasowo drugi - znacznie szerszą. Trzeba być świadomym tych różnic, kiedy się je analizuje. W ogólnym zestawieniu jednak, zarówno w polskim, jak i ukraińskim filmie, postacie tej przeciwnej narodowości wypadają dosyć stereotypowo, co widać gołym okiem. Być może dla nas bardziej widoczne będzie to, co dotyczy naszej narodowości, zapewniam jednak, że i Ukraińcy do wielu rzeczy mogliby się tutaj przyczepić. 


W obu filmach, główna polska bohaterka ma na imię Zosia. Ta z filmu polskiego jest młodą dziewczyną, którą poznajemy w bardzo sympatycznej sytuacji wesela jej siostry. Siostra wychodzi za Ukraińca, Zosia też jest zakochana w Ukraińcu i podczas wesela zbliżają się do siebie fizycznie. Jednak, gdy dziewczyna biegnie do rodziców, by oznajmić im, że wychodzi za mąż, ojciec stawia ją przed faktem dokonanym mówiąc, że znalazł jej męża - podstarzałego wdowca z dziećmi. Dla Zosi i jej ukochanego to tragedia, nie przestają jednak się spotykać. W międzyczasie wybucha wojna a para zakochanych planuje ucieczkę. Zosia zachodzi w ciążę. 


Petro jest młody, przystojny, dobry i czuły. Wbrew pozorom, przedstawia sobą bardzo pozytywny obraz ukraińskiego mężczyzny do tego stopnia, że współczułam mu bardziej, niż Zosi. Zrobił wszystko, by uratować ją przed wywózką na Syberię, niestety zginął zbyt szybko, gdzieś w połowie filmu, co odczułam jako niezbyt szczęśliwy zabieg. Chyba każdy widz wolałby zobaczyć jego stosunek do późniejszych wydarzeń. Dodam, że szwagier Zosi, zachował się godnie. 


Jak dla mnie to problem stosunków polsko-ukraińskich jest tu przedstawiony zbyt jednowymiarowo. Ten film to raczej kronika wydarzeń, rozgrywających się od wiosny 1939 do lata 1943. Nie wspomina się, że Polacy na tych ziemiach, realnie mówiąc stanowili mniejszość a na temat prześladowań Ukraińców przed wojną, jest tylko jedna wzmianka na początku. Wielu z nich jest też, znowu przedstawionych, jako zacietrzewione dzikusy, choć, nawet z moich wspomnień rodzinnych wynika, że przed tymi wydarzeniami, niewiele różnili się stylem bycia od miejscowych Polaków, może tylko tym, że Polacy często lepiej radzili sobie z gospodarzeniem i bywali zaradniejsi. Dobrze, że temat związków polsko-ukraińskich został poruszony, bo takich były w tym czasie tysiące. Ale, ten film, miał mimo wszystko za główne zadanie wzbudzić szok społeczny, jak wszystkie inne u tego reżysera a powstał w najmniej odpowiednim momencie i rozpętał dramat. To jest mega ważny temat historyczny i takie podejście zmieniło go tylko w instrument nienawiści po obu stronach granicy. 


Głównym bohaterem miniserialu ukraińskiego jest starzec Jakiw, który wspomina swoje życie i młodość, gdy był zakochany w dziewczynie ze swojej wsi, Ulianie, nie zdążył jednak jej poślubić, gdy ojciec wydał ją za mąż za kogoś innego. Uliana ze strachu nie chciała zmieniać tego stanu rzeczy, mijali się więc z Jakowem, mieszkając obok siebie, lecz nie będąc ze sobą. Mężczyzna ze złamanym sercem wyjechał, by służyć w wojsku, tam właśnie, w Warszawie poznał swoją przyszłą żonę, także o imieniu Zosia. 


Zosia jest szlachcianką. Tak, jak wszyscy inni przedstawieni Polacy. Taki stereotyp. Zosia uwodzi głównego bohatera, okazuje się jednak, że w tym czasie była zamężna z innym. Zazdrosny Jakiw, gdy odrzuca ją po odkryciu tego związku, musi znosić tę parę wśród znajomych, Zosia jednak, ostatecznie pojawia się na jego wsi mówiąc, że to jego wybrała. Wkrótce też z uwodzicielskiej panny w krzykliwych strojach, staje się silną i niezłomną matką i żoną, która wie, że mężczyzna, którego kocha nie jest z nią do końca szczery, cały czas jednak walczy o ten związek aż do śmierci w jednym z pogromów. 


Miniserial wcale nie przedstawia lepiej trudnego tła polsko-ukraińskich relacji tego okresu, choć są aluzje do prześladowań Ukraińców, są też pokazane skutki późniejszych pogromów i próby odwetu, wszystko jest spłycone i wygładzone, koncentrujące się raczej na relacjach między bohaterami, niż otoczeniu. W przypadku wielu filmów nie jest to coś złego, gdy jednak poruszamy trudną historię, potrzeba trochę głębi. Serial oglądało mi się świetnie, jako zobrazowanie pewnego rozdziału ukraińskiej historii a ta mnie dosyć interesuje, nie oczekuję też od Ukraińców, przy ich ówczesnym stanie pamięci pokazania wszystkich szczegółów, bo to zbyt wygórowane oczekiwanie, nie jest to jednak rozprawa z historią. Podobnie, wszyscy Polacy, przedstawieni w tym filmie są, jakby przerysowani i nadano im cechy wyższego stanu społecznego, choć moim zdaniem lepiej byłoby, gdyby Zosia była mieszkanką np. sąsiedniej wsi. Mówi się tam, że w okolicy mieszkają Polacy, niestety, wszyscy główni polscy bohaterowie to przybysze z zewnątrz. I to jest błąd. 

****** 

Oryginał z 22.06.22. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 6: Emigranci ekonomiczni.

Współczesność to na szczęście czas, gdy stereotypy powoli stabilizują się w społeczeństwach i, kto nie robi niezasłużonego kipiszu w innych krajach, może liczyć na wyrozumiałość chociaż części danego narodu. I to jest ten czas, kiedy powstają bardzo zabawne komedie, bazujące na stereotypach, by je w ten sposób wyśmiać. To jest chyba najlepsze, co może pomóc nam polubić inny kraj i ludzi w nim żyjących. Świetna sprawa. 

"Dziewczyny ze Lwowa" (lata 2015 - 2019) i "Swietka (Светка)" (2017 rok). 


Miejsce relacji międzynarodowych, często wykracza już dzisiaj poza ramy historyczne i tworzy obraz oparty wyłącznie o współczesność. I taki obraz ja miałam przez wiele lat. Podobnie, jak setki innych ludzi w rozmaitych krajach. Ponieważ o krajach, które sąsiadują z naszym, zazwyczaj mówi się dużo a wie niewiele, obraz, jaki tworzymy w głowach też nie jest do końca klarowny. Analogiczna sytuacja ma miejsce u naszych sąsiadów, tylko z nieco innym zestawem krajów. I to jest normalne. Zabawne są próby budowania wizerunku postaci na bazie stereotypowego pojęcia na temat kraju, z którego się wywodzi, pewnych rzeczy jednak nie da się pokazać, gdy są jawną nieprawdą. I takie filmy, poprzez grę na stereotypach pozytywnych, bądź neutralnych, zrywają z tymi negatywnymi. Zacznijmy od początku. 


Wspomnę tutaj tylko zbliżony wątek - kolejnego miłosnego trójkąta polsko-ukraińsko-polskiego, czy też w odwrotnej kombinacji. Wątków jest tu tak wiele, że to temat na kilka tekstów, dlatego zawsze wybieram jeden, ten, który bardziej pasuje. Ukrainek jest tutaj pięć i, jak to ze stereotypami bywa, na początku wszystkie sprzątają. Potem jednak się to zmienia, jedna zakłada biznes, inna zaczyna się uczyć, jeszcze inna - robić karierę artystyczną. Charaktery dziewczyny mają różne - od obrotnych i odważnych po płaczliwe i wystraszone. Jak w życiu. 


Ciekawym polsko-ukraińskim wątkiem jest romans Olyi z polskim chłopcem. Ona sama, wykorzystywana i poniżana przez swojego ukraińskiego chłopaka - pijaka i nieroba, dopiero przy nim odnajduje spokój. Chociaż i tak nie do końca. Nie wydaje mi się, żeby twórcy chcieli tym filmem obrazić ukraińskich mężczyzn - raczej, pokazać nieszczęścia życiowe, jakie zmuszają kobiety do opuszczenia kraju a są one najczęściej spowodowane właśnie przez mężczyzn. Przerysowane są też postacie Polaków tacy, jak na przykład pierwsza pracodawczyni Olyi, ''wstrętna baba'' o złotym sercu. 


Ukraina pokazana jest w tym serialu normalnie, jak zwyczajny kraj z ładnymi kamienicami i brukowanymi uliczkami. Być może znaczenie miało też to, że serial kręcony był w Polsce a twórcy zapewne chcieli oddać atmosferę miejsca akcji, która ze względu na pewne nieprzepracowane kwestie pamięci, nie mogła być ukazana negatywnie. Mamy tu plejadę wydarzeń i charakterów, które zrywają ze stereotypem Ukrainek-sprzątaczek, ale podtrzymują stereotyp wschodniego kochanka, nie do końca uczciwego z kobietą. 


Moda przedstawiona w serialu miała być inspirowana faktyczną modą ukraińską, wyszła jednak lekko przerysowana, zwłaszcza w przypadku Poliny. Piękniejsze kobiety zza wschodniej granicy, to nie tylko stereotyp polski - my tak myślimy o Ukrainkach, Niemcy - Polkach. Z jednej strony jest to pozytywny stereotyp z drugiej - znowu umieszcza kobiety na pozycji obiektu seksualnego, w którym liczy się tylko wygląd i, postulowana pracowitość i uległość. Zdziwiliby się Polacy, jak niezależne potrafią być Ukrainki. Potrafią - tak, jak w każdym innym narodzie. Powszechnie znany termin ''charakter narodowy'' - nie jest niczym innym, jak przyjętym przez lata modelem wychowania obowiązującym w danym kraju od wielu pokoleń. 


A jaka jest Swietka? Odważna i zdecydowana osiągnąć swój cel. Szykuje się do ślubu z mężczyzną, który jednak odchodzi do ''prawdziwej gwiazdy'' i tak ona sama postanawia nią zostać. W tym celu jedzie z Polski do Ukrainy, by wziąć udział w castingu, jednak nie dostaje się do roli. Dziwnym splotem przypadków zostaje wciągnięta w poszukiwanie tajemniczego artefaktu przez dwóch szalonych braci, myśląc, że kręci film. W teorii ma grać małżonkę jednego z nich, co spotyka się z jej ogromną niechęcią, ostatecznie jednak zakochuje się w nim i kończą przed ołtarzem w Polsce. 


Swietka jest promienna i uśmiechnięta, ale też uparta i niezależna. Ubrana elegancko i szykownie podobnie, jak wspomniana Zosia powiela stereotyp o Polkach, jako dziewczynach z klasą, gotowych na wszelkie wyzwania i tak łatwo nie poddających się rezygnacji. Zabawnym stereotypem jest jednak prawdziwe imię Swietki, niewystępujące już w naszym kraju i staropolskie, wybrane jednak, by brzmieć maksymalnie trudno do wymówienia dla Ukraińca. Jest to jeden z tych neutralnych stereotypów, które nie wyrządzają szkody nikomu a są po prostu zabawne. Niestety nie wiem, jak to imię prawidłowo zapisać. 


Również w tym serialu Polska i Ukraina wypadają mniej-więcej podobnie pod względem aranżacji przestrzeni i tu i tu widzimy ładne miasta i zadbane ulice, wyjątkiem jest jednak ukraińska wieś ''zabita dechami'', która ma wywołać efekt komiczny. Przygody bohaterów, mniej skoncentrowane na narodowości Swietki a bardziej na samej akcji są zabawne i zwariowane, przerysowanie jest chyba jednak nieco mniejsze, niż w naszym serialu. 


Zarówno Ukraińcy, jak i Polacy narzekają na swoje kino, jest ono jednak wystarczająco dobre - lepszego nam nie potrzeba. W tym serialu narodowość nie jest żadną przeszkodą a tylko przedmiotem zabawnych nieprozumień, Swietka też od razu perfekcyjnie mówi w miejscowym języku. To taki obraz Polki, ''bliski zwykłego człowieka'', gdzie tylko trudne imię i pewne cechy charakteru - głównie zalety - odróżniają bohaterkę od społeczeństwa jej nowego kraju. Zerwanie z negatywnym stereotypem, choć dziewczyna wybiera Ukraińca a Polakowi się dostaje. Trochę za dużo tu ''seksapilu'' głównej bohaterki, podobnie jak w polskim stereotypie o Ukrainkach, tutaj też dużą rolę gra ładna buzia. Ale, to wszystko. 

Dodane po edycji, 19.12.25. 

Oto 4 historie "bez pary", jakie zapowiadałam ostatnio. Dodam ich jeszcze przynajmniej 10. Te są kontynuacją motywu "emigracja zarobkowa" i rozwijają go w nie tylko komediowy, ale i także dramatyczny sposób. Zapraszam!


Temat emigracji ekonomicznej ujęty też został w humorystyczny sposób w 14-minutowym filmie - parodii - "НА ЗАРОБІТКИ В УКРАЇНУ" z 2019 roku, który, w mistrzowski sposób odwraca realia. Oto, w tym filmie, Ukraina przeżywa nagły boom gospodarczy i nagle to Polak jedzenie tam do pracy. Już na wstępie ląduje w dziwnym pojeździe z lekka ksenofobicznego staruszka, by potem pracować w wiejskim gospodarstwie z grupą innych robotników, w tym nawet jednym Amerykaninem. 


A skąd tenże Polak się tam wziął? Tę właśnie historię opowiada swoim dzieciom w pierwszej scenie, mając już ustabilizowane życie w nowym kraju, 20 lat później. Oto mieszkał on sam z babcią, miał długi, nie mógł znaleźć dziewczyny a dodatkowo groziło mu wojsko. I tak postanowił zareagować na spot telewizyjny zapraszający do kraju sąsiadów, gdzie już wszystko powoli się ułożyło oczywiście nie bez kaca i nie bez bójki wraz miłością do pięknej Iwanki - i tutaj nie wiem, czy córki gospodarza, czy też innej pracownicy. 


Dajcie nam to samo, ale w wersji pełnometrażowej, bo to było świetne - nie odwracało w 100% sytuacji tak, że Polak odczuwał się jak Ukrainiec, ale nadało mu narodowy charakter, może w małym stopniu taki z ukraińskich wyobrażeń, ale nadal dosyć wiarygodny. Na tyle oczywiście, na ile liczymy na wiarygodność w komediach. I, co ciekawe, nie on miał tutaj najmocniejszą głowę, ale o tym to już... 


Filmem "Śniegu już nigdy nie będzie" z 2020 roku przenosimy się z kolei w stronę dramatów. Głównym bohaterem tego filmu, mającego napiętnować konsumpcjonizm i niszczenie planety jest Żenia - chłopak z Prypeci, pracujący jako masażysta na elitarnym osiedlu bogaczy. Z czasem, oprócz tego staje się też hipnotyzerem i powiernikiem ludzi, którymi się zajmuje, ujawnia też widzom swoje zdolności parapsychiczne. Bogacze zaczynają mu ufać, zwierzać się i poszukiwać u niego pomocy w sprawach, z jakimi się zmagają. 


Mam wrażenie, że ci odizolowani od świata, żyjący w sterylnym, zunifikowanym świecie ludzie, widzieli w Żeni głównie egzotyczną ciekawostkę, magika, który miał być lekiem na ich problemy - podczas, gdy oni sami nie zamierzali w ogóle opuścić strefy komfortu. W filmie tym, choć w zamyśle miał potępiać brak ekologii a bogacze byli tylko archetypem zachłannego trybu życia współczesnych ludzi, tej ekologii jednakże było niewiele a skoncentrowano się głównie na Żenii i jego relacjach z klientami. 


Ciekawa była też relacja Żenii z jedną z kobiet z zamkniętego osiedla, Wiką. Z niezrozumiałych dla mnie względów, grała ją ta sama aktorka, co matkę chłopaka w retrospekcjach i nie wiem, czy miało to nawiązywać do tego, że Żenia szukał w tej relacji matczynego ciepła czy też czegoś zupełnie innego. Z retrospekcji z kolei dowiadujemy się, że dzieciństwo chłopaka przed katastrofą było szczęśliwe a on sam opuścił Ukrainę w wieku siedmiu lat, dopiero po niej. Jest przykładem romantyzowania Wschodu, praktyki wciąż popularnej w czasie, kiedy film powstał. 


Film "Nowy Świat" z 2015 roku - produkcja utrzymana w konwencji trzech odrębnych kinonowel (bohataerami dwóch pozostałych są Białorusinka i Afgańczyk) zawiera postać transpłciowej Ukrainki Wiry, która trafia do Polski, by zarobić na operację korekty płci. Tu też zamierza ją przeprowadzić. Wira, w Ukrainie zostawiła syna i ojca, z którym pozostaje w konflikcie z powodu swojej decyzji. W Polsce, by oszczędzać każdy grosz, żyje w tragicznych warunkach a akcja tej części filmu zaczyna się, gdy jej ojciec i syn przyjeżdżają do Polski. 


Co od razu staje się oczywiste, ojciec przyjechał, by namówić Wirę do zrezygnowania z operacji a dziecko zabrał, by poruszyć jej serce i przekonać, że przedwczesne pozbawianie chłopca ojca, to bardzo zły pomysł - zwłaszcza, że dziecko już wcześniej straciło matkę. Ta opowieść to dosyć nietypowa historia, bo pokrywa nie tylko kontrowersyjną dla Ukraińców tematykę odmiennych tożsamości płciowych, ale też w dużej mierze skupia się na zniszczonej relacji ojca z dzieckiem a także rozterkach kobiety na skraju życiowej drogi i najtrudniejszych decyzjach w życiu. 


Nie zdradzę, czy ojciec w końcu zaakceptował Wirę taką, jaka jest, czy też ona postanowiła zrezygnować z siebie dla syna, ale ten film daje nam postać niewidzialnej zazwyczaj przedstawicielki mniejszości ukraińskiej w Polsce - i daje jej głos. My również nie zwykliśmy mówić o takich rzeczach, choć głos polskiej społeczności ludzi transpłciowych jest jednak głośniejszy, niż tych z Ukrainy. Nie wiem, skąd twórcom przyszedł do głowy pomysł na tę postać, ale wywołuje ona emocje i daje do myślenia.


Z kolei film krótkometrażowy "Saszka" z 2018 roku przenosi nas w lata 90, gdzie tytułowa bohaterka, by móc zostać w Polsce na stałe bierze fikcyjny ślub. Sprawy komplikują się po latach, gdy mąż ów ginie w niejasnych okolicznościach a podczas przesłuchania dziewczyny, okazuje się, że nic ona o nim nie wie. I tu przenosimy się do przeszłości i wspomnień Saszki z czasów tuż przed jej ślubem. 


Okazuje się, że przed laty była ona zakochana w Polaku, który jednak, zamiast wziąć z nią ślub, by mogła dostać wizę, zaproponował jej kandydaturę swego przyjaciela. Od ślubu oboje żyli osobno a sytuacja i zdrada sprzed lat zagroziła teraz Saszce utratą dokumentów i deportacją. Ale też ostatecznie pozwoliła zaakceptować pewne wydarzenia z przeszłości i pogodzić się z tym, co było i w jaki sposób. 


I znów chcę taką historię w wersji pełnometrażowej. W tamtym okresie, wśród wczesnej ukraińskiej emigracji po odzyskaniu niepodległości podobnych historii było setki. To samo działo się też wśród emigracji polskiej na zachodzie, choć tu nie jestem pewna na jak dużą skalę. Danie głosu tym ludziom, bez osądzania a z otwarciem się na tragedię, jakiej doświadczali w swoim kraju i na emigracji jest nam bardzo potrzebne. To często nie były historie sprytu i oszustwa, ale ludzi, jacy nie mieli innego wyjścia wobec braku środków do życia i niesprawiedliwego systemu. Zasługują na głos. 

Dodane po edycji, 14.03.26. 

W polskich serialach paradokumentalnych wątki ukraińskie są eksploatowane w znacznej liczbie odcinków - głównie właśnie zgodnie z kliszą Ukraińca-imigranta. Ostatnio skupiłam się więc na poszukiwaniu tych odcinków paradokumentów, w jakich obecne są ukraińskie wątki czy postacie. Sytuację utrudnia fakt, że nie wszystkie odcinki niektórych z tego typu seriali dostępne są online. Ale to nic, zapoluję na nie w telewizji. Na razie dotarłam jednak do kilku.


W 1303 odcinku serialu "Trudne sprawy" pojawia się postać Ukrainki Tani Szewczenko. Jest to postać niezwykle pozytywna, chyba jedna z najpozytywniejszych w tym zestawieniu. Mieszka ona w Polsce już od 10 lat, ale nie tylko nie sprząta mieszkań a wręcz pracuje w dużej firmie marketingowej i jest pokazana, jako zupełnie zwyczajna osoba. Serio, nie widziałam w tej postaci odbicia ani jednego stereotypu. W sumie to nie musiałaby nawet być Ukrainką a mogłaby być kimkolwiek, ale to już nieistotne. 


Na początku odcinka dowiadujemy się, że Tania już od dwóch lat wynajmuje pokój u starszej kobiety, pani Wandy, która traktuje ją jak własną córkę. Niestety, niedługo po otrzymaniu tej informacji, dowiadujemy się, że kobieta ta umiera a potem okazuje się, że zapisała Tani cały swój majątek. Jak to jednak w tego typu serialach bywa, nic nie jest od razu takie łatwe a na odczytaniu testamentu znikąd pojawia się córka pani Wandy, która zapowiada, że przejmie spadek za wszelką cenę i zaczyna niszczyć życie Tani, rozpuszczając dookoła plotki, że znęcała się ona nad jej matką i doprowadziła ją do śmierci. Marta nie ma jednak prawa do spadku, gdyż została wydziedziczona także z poprzedniej wersji testamentu, gdzie majątek pani Wanda przeznaczyła na cele charytatywne - a Tania dowiaduje się, że kobiety nie kontaktowały się ze sobą od 30 lat, gdyż córka dawno temu okradła matkę i uciekła, zostawiając ją z ogromnymi długami. 


W pewnym momencie, Tania decyduje się już zrezygnować ze spadku widząc, że Marta jednak jest w stanie zniszczyć jej życie, w ostatniej chwili pojawia się jednak jej syn, który wybija matce z głowy pomysł walki o spadek. Od tamtej pory chłopak, równie dobry i miły, jak jego babcia zaprzyjaźnia się z Tanią i pomaga jej naprawić jej życie i odkręcić plotki, jakie rozpuszczała jego matka. Ostatecznie kończą przed ołtarzem, zamieszkując w wyżej wymienionym mieszkaniu. Warto wspomnieć, że przez cały odcinek Tanię wspierała jej przyjaciółka - Polka oraz wieloletni przyjaciel pani Wandy, emerytowany mecenas. Wydaje mi się, że nie przetrwałaby bez ich wsparcia. Bardzo podobał mi się sposób jej przedstawienia - miła i uczynna dziewczyna, do bólu uczciwa i praktycznie bez wad. A było to już jakiś czas temu. Więc tak, jest na plus.


W 62 odcinku serialu "Lombard, życie pod zastaw" pojawia się postać Ukrainki, niestety dość stereotypowej (co ciekawe, białorusko-polska rodzina z innego odcinka nie była pokazana w podobnym świetle). Julia nosi rosyjskobrzmiące nazwisko a swoje wypowiedzi w języku polskim przeplata mieszanką ukraińskich i rosyjskich słów. W lombardzie grającym tu tytułową rolę zjawia się z samowarem, jaki chce sprzedać. Pracownicy przyjmują go w zastaw ale zupełny przypadek chce, że chwilę później zjawia się też mężczyzna z kolekcją militariów a wypróbowywany przez jednego z bohaterów licznik Geigera zaczyna wydawać niepokojące odgłosy. Po krótkim poszukiwaniu okazuje się, że napromieniowany jest samowar, ale Julia już dawno zniknęła z lombardu.


Kobieta jednak po kilku dniach znów pojawia się na miejscu, tym razem chcąc nielegalnie sprzedać papierosy. Dzięki szybkiej akcji głównych bohaterów serialu zostaje zatrzymana i przewieziona do szpitala, jednak bardzo szybko okazuje się, że to nie ona a jej mąż jest w poważnych tarapatach. Julia, która wraz z nim przebywała w Polsce nielegalnie nie miała pojęcia, że mężczyzna zajmuje się przewożeniem materiałów radioaktywnych, które następnie ukrywa w bunkrze w lesie nie mając pojęcia, co dalej się z nimi dzieje. Teraz zapadł na chorobę popromienną i walczy o życie a oboje muszą zostać deportowani. Gdy po szpitalnej obserwacji Julia wraca do lombardu by przeprosić i sprzedać srebrne łyżeczki, odbierający je bohaterowie serialu zgodzili się pomóc jej znaleźć pracę.


Irytujemy się, kiedy dla Francuzów czy Niemców jesteśmy monolitem z Rosją czy Ukrainą, ale my sami jeszcze niedawno tak widzieliśmy kraje na wschód od nas. Całe szczęście, że choć samowar nie był z Czarnobyla... i to taka ironia, że oczekujemy szacunku od innych narodów a sami nie do końca szanujemy naszych imigrantów. Właściwie to Julia nie została nawet usprawiedliwiona a przyczyny jej nielegalnego pobytu w Polsce nie zostały wyjaśnione, jakby były oczywiste. Jest sympatyczna, ale wydaje się zastraszona. Takie obrazy pokazują też coś bardzo ciekawego - że w oczach wielu z nas, cudzoziemcy nawet z krajów nam bardzo bliskich geograficznie często traktowani są jak jakaś egzotyczna ciekawostka (o czym już zresztą pisałam wcześniej) - i to się tyczy nie tylko nas, w Polsce. W sumie to nawet jest dość ciekawe.

******

Dodane po edycji, 16.05.24. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 7: Uchodźcy i wolontariusze.

Ostatni rok obfituje wręcz niezwykle w wymianę postaci po obu stronach - krótko mówiąc, mamy wysyp Ukraińców w polskich filmach i serialach i wysyp Polaków w ukraińskich filmach i serialach. Jest to dla mnie wręcz fascynujące i dlatego będę ten temat aktualizować w miarę postępu całej akcji. Dodam też dział "inne", gdzie umieszczę historie Polaków w filmach ukraińskich i Ukraińców w filmach polskich, których nie można ze sobą zestawić. Zaczniemy od czterech postaci i historii...

Janeczka z serialu "Płut (Плут)" (2021-2023) i Oksana z serialu "Klan" (1997 - dziś): 


Oksana pojawia się w klinice, gdzie pracuje niezwykle sympatyczny pediatra, odgrywający w tym serialu pewne istotne role. Jest matką dwóch dziewczynek, która z powodu wojny opuściła Ukrainę i myśli, że nie żyje jej mąż, los styka ją jednak z obecnym już w serialu od kilku sezonów chirurgiem, Andrzejem, z którym jak się okazuje związana była na krótko przed poznaniem swego męża a jej starsza córka to tak naprawdę jego dziecko. Myśląc, że jest wdową planuje ślub, kiedy jednak okazuje się, że jej mąż żyje, wraca do kraju, choć kocha już Andrzeja. 


Czyli kolejna nieszczęśliwa miłość polsko-ukraińska, bo, jak widać, tylko dwie w tym zestawieniu zakończyły się happy endem. Oksana, z początku jest przerażona i straumatyzowana, powoli otwiera się jednak, prawdopodobnie głównie dlatego, że ma obok siebie osobę, którą zna i, która kiedyś była jej bliska. Jest dobrą matką a jej córki są bardzo dojrzałymi i odpowiedzialnymi dziewczynkami. Jest to chyba najbardziej "normalny" wątek ze wszystkich wątków polsko-ukraińskich, jakie poznałam. Po prostu dwoje ludzi, którzy odnaleźli się po latach. 


Ktoś być może powiedziałby, że to dziwne i niehonorowe związywać się z kimś pół roku po śmierci współmałżonka, ale trauma działa na ludzi w różny sposób - ucieczka w nowy związek może być ucieczką od bólu i wspomnień, związanych z tragicznymi przeżyciami, które jednocześnie wiążą się ze stratą ukochanego. Od początku czułam, że mąż Oksany wcale nie zginął i jeszcze wróci... serial nadal trwa, ciekawa jestem, czy Oksana jeszcze się w nim pojawi. Wiele na to wskazuje. 


Zacznę od tego, że głównym bohaterem serialu jest, podający się za Stanisława Bojko, były przestępca Płucki, który, ukrywając się pod fałszywymi dokumentami udaje śledczego. Żyje w ciągłym strachu przed zostaniem wykrytym i nosi w sobie ogromny ból po zamordowaniu jego żony. Janeczka, to polska śledcza, która trafia do Ukrainy w ramach współpracy z ukraińskimi śledczymi w tropieniu winnych w procederze handlu ludźmi i od pierwszej chwili zakochują się w sobie ze Stasem. Tymczasem, miejscowy biznesmen, wróg Płuckiego, zleca jej zebranie dowodów na prawdziwą tożsamość Stasa. Odtąd, Janeczka balansuje na cienkiej linie a, gdy dociera do niej, że Stas to Płucki, namawia go do spotkania ze swoim zleceniodawcą, by wyjaśnił wszystkie nieporozumienia, co skutkuje jego aresztowaniem i oficjalnym wykryciem i niszczy ich związek. 


I kolejna nieszczęśliwa miłość, choć Janeczka wyraźnie miała dobre intencje, z pleców Stasa został jednak zdjęty olbrzymi ciężar i mógł już wykonywać swoje obowiązki oficjalnie, jako on sam. Liczę na trzeci sezon tego serialu (Janeczka jest w drugim), bo zakończenie ewidentnie było otwarte. I, oczywiście, że tych dwoje odnajdzie drogę do siebie, bo mielibyśmy jakąś polską postać w ukraińskim serialu na dłużej. Janeczka to postać silna i twarda, choć niepozbawiona wrażliwości - kobieta elegancka i z klasą, być może ze względu na swój zawód, ale i tak dobrze się na to patrzyło. Szkoda tylko, że wciągnięto ją w coś tak okropnego. 


 Zastanawiam się, czy Ukraińcy są w stanie tak po prostu zrobić research na temat imion używanych obecnie w Polsce, czy po prostu nie jest to dla nich aż tak istotne. Niemcom już lepiej się udaje. Ale, jestem w stanie to przecierpieć po to, by te postacie po obu stronach były pozytywne i w ten sposób oddziaływały na widza. Im więcej, tym lepiej😅Krótko mówiąc - liczę i mam nadzieję, że ta historia nie jest jeszcze zamknięta. 

Dodane po edycji, 20.12.25. 

Zastanawiałam się już od 2022 czy ten wątek powinien tu być - ale według mnie jednak powinien. Bo to nie "Klan" jest tak naprawdę najdłuższym serialem w naszym kraju - a jest nim serial radiowy "Matysiakowie", który emitowany jest niemal nieprzerwanie (z kilkumiesięczną przerwą w czasie stanu wojennego) od 1956 roku. Drugim w kolejności jest "W Jezioranach", który w emisji jest od 1960 roku - "Klan" jest dopiero trzeci. I tak, jak w "W Jezioranach" nie było w ostatnich latach żadnej szczególnie znaczącej ukraińskiej postaci tak, w "Matysiakach" była - a nawet nadal jest. Właśnie słucham odcinka, w którym również występowała. A więc dobrze... 


Oksana (zdjęcie poglądowe aktorki, która ją gra) to matka dwójki małych dzieci, która w Polsce znalazła się, jako uchodźca i bardzo szybko została przygarnięta i włączona w społeczność przez rodzinę z ul. Dobrej oraz jej przyjaciół. Znalazła pracę w sklepie jednej z bohaterek i otrzymywała od nich stałe wsparcie. Tymczasem, jej mąż, Wasyl znalazł się na froncie. Trwało to aż do poprzedniego roku, gdy trafił on do rosyjskiej niewoli, by zwolnionym zostać całkiem niedawno, niestety bez nogi. W tej chwili jego osoba jest głównym motorem napędowym wątku Oksany, ponieważ ludzie z ul. Dobrej zorganizowali koncert charytatywny ukraińskiej muzyki, by zebrać pieniądze na jego protezę, Wasyl jednak pomimo próśb Oksany i nie bez wpływu przebytej traumy, po uzyskaniu jej chce wrócić na front. 


Oksana to pragmatyczna i odpowiedzialna kobieta, którą ratuje obecność we wspólnocie, jaka nie dzieli ludzi a łączy. Przeszła bardzo wiele nie tylko w kraju, ale też już w Polsce wciąż walcząc o bezpieczny powrót swego męża a, gdy już się to stało, robiąc wszystko, by go zatrzymać. Ciekawa jestem, jak ten wątek się rozwinie, bo jest to chyba jedyny nadal aktywny polsko-ukraiński wątek w naszym serialu. Słyszałam już o ludziach z jedną nogą na froncie, ale brzmi to dla mnie lekko niebezpiecznie - czy w razie czego daliby radę dostatecznie szybko uciec z niebezpiecznego miejsca? Nie wiem. 


 Ciekawa jestem, czy Oksana ostatecznie wróci do domu, gdy będzie to możliwe czy też zostanie już na ul. Dobrej. I cieszę się, że ten serial stale śledzę już od kilkunastu lat - wszak pierwszą osobą w mojej rodzinie, która to robiła była moja Prababcia i łączy on nasze pokolenia - bo, gdyby nie to, prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałabym się o tym wątku. Z pewnością jest to jeden z tych bardziej "normalnych" przedstawionych z empatią i zrozumieniem, że ludzie wszędzie są tacy sami i nie to się liczy a to, czego ktoś doświadczył. I nie tylko ten wątek, ale i cały serial to wspaniała i ciepła historia o tym, że są ludzie, na których możemy liczyć w potrzebie. Mieszkańcy ul. Dobrej to jedna, wielka rodzina. Być może dlatego Oksana nadal jest w tym serialu.

******

Dodane po edycji, 14.03.25.

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 7: Uchodźcy i wolontariusze (cz. 2).

Wcześniej historie Marka i Dimy połączyłam tutaj, ale zdecydowałam się je rozdzielić, gdyż znalazłam da nich lepsze miejsca na tej liście - ponieważ serial medyczny, jakim jest ukraiński "Szpital" bardzo ładnie łączy się z historią ukraińskiej lekarki w naszym, medycznym serialu "Na dobre i na złe. Być może nasza historia jest smutniejsza, a ukraińska historia o Polaku mało rozbudowana - ale spodziewamy się drugiego sezonu, toteż, będzie jeszcze na to czas. Przynajmniej tak mi się wydaje... 

Marek z serialu "Szpital (Шпиталь)" (2023 rok) i Olena z serialu "Na dobre i na złe" (1999 - dziś).


Olena to ukraińska doktor pediatrii, która, w kolejnym, ciągnącym się od ponad dekady polskim serialu pojawia się na krótko, by jednak sporo namieszać. Do pracy w szpitalu, grającym w nim główną rolę zatrudniona zostaje w wyniku nam wszystkim wiadomych wydarzeń. Ma za sobą mroczne i trudne przeżycia a do pracy w karetce trafia wraz z innym lekarzem, Michałem, któremu w pewnym sensie rozbija związek, już wcześniej była to jednak relacja trudna i ze skomplikowaną historią a jego partnerka Hanna wcześniej już raz porzuciła go niemal przed ołtarzem a on prawie skończył przez to w więzieniu oskarżony o zabójstwo. Przy Olenie znajduje spokój, nie dane mu jednak cieszyć się tym, gdyż kobieta ginie w wypadku spowodowanym przez Hanię, uprzednio rodząc mu dziecko. 


Ta historia wpisuje się w trend, w jakim w niemal każdym polskim serialu z setkami bądź tysiącami odcinków około 2022 roku pojawiła się postać Ukraińca bądź Ukrainki, by zniknąć po roku czy dwóch. I serio nie wiem po co to robić - czy wynika to z braku pomysłów (możliwe, ale tylko częściowo), może z nacisku środowisk prorosyjskich (absurdalny pomysł, ale prorosyjskie trolle są dzisiaj wszędzie) czy też było to od początku rozwiązanie tylko na chwilę (chyba najbardziej prawdopodobne). Dość, że te wątki są fajne, normalne i wolałabym, żeby te postacie zostały. Olena to kobieta silna i twarda, ale pełna empatii. Bez stereotypów a z pozytywnym przeslaniem, które daje nadzieję, że wszystko można przeżyć i się nie poddać. 


W każdym razie, żyje wciąż w serialu córeczka Oleny i jeśli jej tatuś się nie wyniesie, można będzie śledzić jego losy. W każdym razie, uświadomiłam sobie teraz, że ten trend z masowym pojawianiem się Ukraińców w polskich serialach kojarzy się z podobnym, gdzie, jakieś 20 lat temu, około wejścia Polski do Unii, masowo w naszych serialach pojawiali się Niemcy. Ma to sens i nawet mi się podoba. Żałuję tylko, że Olenę tak brutalnie wykluczono z serialu, bo, omawiana wcześniej postać Oksany, wciąż ma szansę na powrót. Szkoda straszna, że ona nie...

Dodane po edycji, 16.05.24. 


Marek jest wolontariuszem z Polski, który pracuje w zorganizowanym na granicy polowym szpitalu razem z międzynarodową ekipą - Ukraińcami, Izraelczykiem i Amerykaninem ukraińsko-włoskiego pochodzenia. Jego wątek jest niestety słabo rozbudowany, ale jest to wątek niezwykle sympatyczny. Jest on nieustannie swatany przez kogoś z kimś i ewidentnie podoba się kobietom - nie wiadomo, czy bardziej dlatego, że jest miły i uprzejmy, czy dlatego, że jest Polakiem, bo to pochodzenie podkreśla każda swatająca mamusia, czy koleżanka, jako coś, co czyni z niego jedynego odpowiedniego kandydata na związek. Fajna relacja połączyła go też ze starszym panem z Odessy, który zdecydował się pozostać w szpitalu - Josyp Finfilfajn jest emerytowanym weterynarzem i wdowcem po 50 latach małżeństwa, który daje mu wiele cennych życiowych rad i zabawnie się na niego irytuje, kiedy śmieci w jego namiocie. 


Marek to taki poczciwy misio, do którego lgną kobiety, bo jest miły i zwyczajny. Trochę nie rozumiem, czy teraz pośród Ukrainek w modzie są Polacy, czy to był po prostu żart, niemniej bawiłoby mnie to nawet, gdyby było na poważnie. Serial jest bardzo pozytywny, co mnie osobiście bardzo zdziwiło, bo gdy czekałam na niego przed premierą, spodziewałam się czegoś ponurego i drastycznego... a dostałam przeciwieństwo. Najlepsza była chyba relacja Marka z Finfilfajnem i ich idiotyczne pomysły, spory i próby zgody. Sam staruszek to też bardzo barwna postać. 


Żałuję, że wątek Marka nie był wystarczająco obszerny, bo np. Amerykanin Jeremy, miał bardzo obszerny wątek a też był cudzoziemcem. Mam cichą nadzieję, że w drugim sezonie wątek Marka będzie obszerniejszy i, że swatanie wreszcie przyniesie owoce, bo przykro było patrzeć, kiedy inni się w sobie zakochiwali a on pozostawał sam. Ogólnie, nie było w tym serialu stereotypów, wszyscy byli traktowani, jak sobie równi a na biurku u ordynatora stało 5 flag - Ukrainy, Polski, Izraela, USA i UE. Nie do końca jestem pewna dlaczego, ale znowu - narzekać na to nie będę. Chociaż tyle, że nie było tutaj nieszczęśliwej miłości...

Dodane po edycji, 20.12.25.

Poniższe produkcje, to zapowiadane filmy/seriale "bez pary", kontynuujące motyw "uchodźcy i wolontariusze" - w tym, jeden z nich to zapewne przyszły twór ikoniczny poświęcony temu tematowi, na jakim następne pokolenia uczyć się będą historii z racji obszerności materiału i daty powstania w trakcie opisywanych wydarzeń. Zapraszam! 


Tak! Taki serial był! I szkoda, że nie dłuższy. "Będziemy mieszkać razem" z 2024 roku, to 6-odcinkowa produkcja o polskich wolontariuszach i ukraińskich uchodźcach, jakich życia zostały splecione na zawsze, na spływającej strachem granicy przełomu zimy i wiosny 2022 roku. To tutaj łączą się losy dwóch głównych bohaterek serialu - Polki Basi i Ukrainki Anny. Ta pierwsza sama przeżywa trudne chwilę, będąc na granicy rozwodu ze swym mężem z powodu konfliktu z teściową, u której mieszkają - ta druga, ucieka w bezpieczne miejsce ze swoją małą siostrzenicą i jej psem, za czym również kryje się potężne backstory. Ich spotkanie otwiera oczy obojgu na ich własne życia. 


Cudowny jest fakt, że ten serial w ogóle powstał, dając głos ludziom, którzy otworzyli swoje domy i nadając im jedną, fizyczną postać. To kamień milowy. Szkoda, że, sądząc po jego długości i zamkniętej konwencji, raczej nie planowano drugiego sezonu (dostają je zwykle te seriale mające po 13 odcinków), bo ten bajeczny happy end, jakim serial się zakończył aż prosił się o wprowadzenie odrobiny dramatu w kontynuacji. Serial, choć w teorii powinien być smutny i wstrząsający, jest jednak w wielu miejscach ciepły a nawet zabawny, pokazując wszystkie odcienie życia takim, jakie jest, bez zbędnych jasnych, czy czarnych barw. 


Relacja Basi i Anny była piękna a widz ogląda tutaj rodzącą się powoli przyjaźń na tle ogromnej tragedii. Choć, gdyby nie ta tragedia, tej przyjaźni w ogóle by nie było. Waria, siostrzenica Anny, to urocza i wesoła dziewczynka, której jednak przeżyty ciężar również daje się we znaki - kiedy np. w drugim odcinku serialu ucieka z domu, by wrócić do kraju, do swojej mamy. Teściowa Basi tymczasem, kłóci się z nią, że w swoim domu nie chce obcych, ale kiedy jej rodzina zostaje wymieniona z ambony w kościele, jako przykład, od razu zmienia zdanie. Tak, taki to właśnie jest serial, o miłości bliźniego i nadziei na lepsze. I oby takich więcej... 


Film krótkometrażowy "Fuck them all" z 2025 roku to polska produkcja dramatyczna, jaka ma zwrócić uwagę na utrudniony dostęp do usług aborcyjnych dla kobiet z krajów, gdzie jest ona legalna. Opowiada historię 30-letniej Ukrainki o imieniu Kira - uchodźczyni, której mąż zginął podczas wojny a ona, niedługo po ucieczce odkryła, że spodziewa się dziecka. Nie czując się na siłach, by je wychować w tak dramatycznej sytuacji, decyduje się na aborcję, polski system utrudnia jej jednak wykonanie zabiegu, co zmusza ją do rozważenia decyzji o powrocie do ojczyzny. 


Aborcja w Ukrainie jest legalna a w teorii, według polskiego prawa, kobiety, w których krajach tak jest mają prawo do dokonania jej w Polsce. Jak jednak pokazuje, oparta zapewne na prawdziwych wydarzeniach historia Kiry, często jest to wyłącznie pusty przepis. I tak bohaterka filmu zmuszona jest ryzykować własne życie, by nie powołać na świat tego, które przyszło w najgorszym możliwym momencie. Zapytacie pewnie niektórzy - dlaczego nie chciała mieć przy sobie dziecka zmarłego męża? Jeśli jednak to zrobicie, nie wiecie, jak działa trauma i jak wielkim wyzwaniem jest macierzyństwo. A, jeszcze po takich przeżyciach i całkowicie w samotności, bo mąż już z grobu nie wstanie... 


Kira to głos wielu cudzoziemek skrzywdzonych przez polski system. Czy bardziej, niż Polki? Tego nie wiem, gdyż jest to różny rodzaj krzywdy. Nie zmienia to jednak faktu, że takie rzeczy faktycznie mają miejsce, bo czytałam o tym w wiadomościach przynajmniej raz. I znowu - chcę pełny metraż z taką historią, najlepiej w koprodukcji. Wydaje mi się, że podobnie jak historia Saszki, historia Kiry porusza jeden z najtrudniejszych tematów związanych z emigracją. Palący problem, który aż prosi się o rozwiązanie - ciężko jednak będzie liczyć na to w najbliższych latach. 

****** 

Dodane po edycji, 16.05.24. 

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 8: Straceńczy bohaterowie.

A więc, były już dwie historie z czterech, więc pozostały nam dwie. Rozdzielam, bo te dotyczą mężczyzn. Historie są do siebie zbliżone, są to także nowe postacie, debiutujące gdzieś w 2023 i 2024 roku. I znowu, pozytywne i wzbudzające sympatię, choć opowieść jaka za nimi stoi szalenie tragiczna i łamiąca serce.

 Marek z serialu "Ewakuacja (Евакуація)" (2024 rok) i Dima z serialu "M jak miłość" (2000 - dziś): 


Historia Dimy jest niezwykle bolesna i tragiczna - w skrócie: Polka, Magda pewnego dnia znajduje przy drodze dziewczynkę, która okazuje się być Ukrainką o imieniu Nadia. Dziewczynka ta staje się lekiem na jej nieszczęśliwe małżeństwo i godzi ją z mężem. Jak się okazuje, mama Nadii nie żyje ale odnajduje się jej tata, który cudem uciekł z rosyjskiej niewoli i, przedarł się do Polski. Mężczyzna zamieszkuje z córeczką w domu Magdy i jej męża i podejmuje w Polsce pracę, w pewnym momencie zakochuje się jednak w Magdzie. Nie chcąc rozbijać jej małżeństwa i w poczuciu obowiązku wobec kraju, pomimo iż był ciężko ranny w niewoli i cierpi na krwiaka, wyrusza znowu na front, jednocześnie, upoważniając Magdę do adopcji jego córki, gdyby nie wrócił. 


Słyszałam, że Dima przypadł do gustu kobiecej widowni - i powiem, że się nie dziwię. Zaobserwowałam już wiele lat temu, jeszcze zanim tematy ukraińskie stały się popularne, że ukraińscy aktorzy płci męskiej występujący w polskich filmach i serialach przeważnie zbierają spore rzesze fanek - nie wiem, czy to przez uroczy akcent, czy jest coś specyficznego w Ukraińcach, że się podobają, ale fakt to jest fakt. Zresztą, Dima ma klasyczną urodę ukraińskiego amanta w polskim kinie z początków XXI wieku. Mam jednak cichą nadzieję, że go nie uśmiercą i jeszcze wróci, bo tak byłoby lepiej dla dziecka, ale cóż... 


Dużą jest dla mnie pociechą, że w tej chwili polsko-ukraińskie wątki "normalnieją", czego nie można powiedzieć o np. wątkach polsko-niemieckich (muszę też je przeanalizować), ale z niemieckiej strony - bo z polskiej już dawno znormalniały. Cieszy mnie, że Polak to już nie zawsze hrabia czy książę, a Ukrainiec, sprzątacz albo morderca🙄Wątek, przy którym teraz jesteśmy to chyba najsmutniejszy i najbardziej dramatyczny wątek spośród tych osadzonych we współczesności - mnóstwo traumy i rozpaczy. Więc jest to radość przez łzy, bo normalnie w ogóle nie powinno być powyższych czterech wątków, w idealnej rzeczywistości. A co, jakby jednak nie było tutaj śmierci a związek i pozostanie na dłużej? Bo tak to wychodzi jeszcze jedna, nieszczęśliwa miłość...

Dodane po edycji, 14.03.25.


Równie tragiczną a miejscami wręcz przerażającą jest historia Marka. Mężczyzna żyje spokojnie w Warszawie wraz z partnerką Agnieszką - do momentu aż w ich szczególnym momencie dostaje rozpaczliwy telefon od swojej byłej dziewczyny, z którego dowiaduje się, że ma córkę, uwięzioną w tej chwili w oblężonym Mariupolu. Przerażony, czując budzące się w nim ojcowskie emocje wyrusza w podróż, której, jak zapewniają go sami Ukraińcy, nie ma szansy przeżyć, dodatkowo nie znając języka i z trudem komunikując się po angielsku. Wreszcie, dwa razy trafia do rosyjskiej niewoli ale dociera do ledwie już żywej córki i jego podróż kończy się szczęśliwie.


Nie rozumiem, skąd twórcom a raczej twórczyni wziął się pomysł, że ojciec szukający dziecka to akurat musiał być Polak, ale aż mi się miło zrobiło, bo Marek jest dosłownie superbohaterem. Wprawdzie jego decyzja nie była racjonalna, a podyktowana silnymi emocjami, ale zawsze to, co go spotkało to materiał na porządną traumę. Dziwi mnie tylko, że jego partnerka tak po prostu zaakceptowała to dziecko i jeszcze się martwiła choć może sytuacja rzeczywiście była temu sprzyjająca. Czego na jego drodze nie było, za dużo by mówić...


To chyba drugi najtragiczniejszy wątek polsko-ukraiński - choć tutaj to tak bardziej technicznie, bo zakończenie było dobre i w ostatniej scenie nic już głównym bohaterom nie groziło. Teraz obok wątków polsko-niemieckich zainteresowała mnie też kwestia podobnych kombinacji z innych krajów i chyba też i to przeanalizuję. W każdym razie, ten wątek jest nie tylko normalny ale i szalenie pozytywny. Więcej takich, bo odbiera się to wspaniale zapewne po obu stronach granicy. Szkoda, że nie ma raczej perspektyw na drugi sezon, bo zostałabym z Markiem jeszcze trochę w Warszawie i zobaczyła, jak mu się układa życie... 

Dodane po edycji, 20.12.25. 


Film "Дві сестри" z 2025 roku, to koprodukcja polsko-ukraińska z tego roku. Opowiada ona o bohaterskiej podróży dwóch Polek - Jaśminy i Małgorzaty - w poszukiwaniu rannego ojca, który był wolontariuszem na wschodzie Ukrainy. Dziewczyny, choć od lat już pozostawały ze sobą w konflikcie, decydują się wyruszyć w śmiertelną podróż, by uratować go przed niechybną utratą życia na niebezpiecznym terytorium - a w drodze, odbudowują swoją więź. 


Konwencja tego serialu przypomina opowieść Marka - oto, dwie dziewczyny żyjące dotąd w bezpiecznym świecie wyruszają w drogę przez frontowy kraj, nie do końca wiedząc, co je tam czeka, motywowane troską o najbliższą im osobę. I tak, jak Marek znalazł się w niewoli tak i one trafiają przypadkiem na okupowane terytorium, niemal nie tracąc życia. W przypadku Marka, jego droga prowadziła do stania się ojcem, tak droga dziewcząt prowadzi do lepszego poznania siebie nawzajem i odzyskania tej drugiej. 


Czy wszystko się uda? Nie powiem, gdyż film dostępny jest po polsku. Mi wystarczy, że jest on dowodem na wzrost zainteresowania filmowców kliszą bohaterów. No bo tak właśnie można nazwać obie siostry za sam fakt wyruszenia w drogę. Poza tym, ich historia i historia Marka opierają się na tym samym schemacie. I chcę go więcej! Takie historie jeszcze ze 20 lat można będzie tworzyć, aż wydarzenia, w których bohaterowie brali udział, staną się wystarczająco odległe, by nie porywać. Ale, póki porywają.... warto! Bez dwóch zdań. Nie wiem, czy można i je nazwać formą lustra, w jakim możemy siebie dziś zobaczyć, ale jeśli tak, to wyjątkowo korzystne lustro :) Oby tak dalej!

Wątki polsko-ukraińskie w kinie, konwencja nr. 9: Po prostu sąsiedzi.

****** 

Koniec! Mam nadzieję, że artykuł się spodobał. Tylko niech mi nikt nie mówi, że jestem ''proukraińska'', bo piszę o tym narodzie dobrze. Ja byłam jestem i będę ''propolska'', bo taką mam narodowość, a dzisiaj jakoś trzeba znaleźć ten most do porozumienia. I lepiej tak, niż przez animozje i pielęgnowanie wyłącznie negatywnej pamięci. Wszak, ponad połowa ocalałych z rzezi i pogromów polskich obywateli, ocalała dzięki pomocy jakiegoś Ukraińca. Każdy naród ma dwie natury. Pokolenie lat 40 pokazało swoją ciemną stronę. Ale dzisiaj za broń chwyciły ich prawnuki. I teraz oni pokazują ''stronę światła''. 

Miłego! 
D.C. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Za decyzję młodzieńczą", część pierwsza - Iga z Hiszpanii

Polacy w zagranicznym kinie, cz. 2: Perspektywa na Polaków w białoruskim kinie i na Białorusinów w kinie polskim